Chiny moimi oczami. China from my point of view.
sobota, 14 kwietnia 2007
Chiny oczami bialej malpy.... Pekin 2008

Zbliża się rok 2008 – zbliża sie w skali olimpijskiej, w zasadzie niewiele pozostało do startu tego niesamowitego wydarzenia sportowego. Na razie wszystko jest budowane, organizowane, są zbierani ludzie. Wszystko razem. Są jednak ciekawe aspekty przygotowań. Chiny to kraj o specyficznej kulturze, której elementy mogą odrażać wielu. Przez organizatorów igrzysk za najbardziej denerwujący został uznany zwyczaj spluwania pod nogi (od siebie dodam korektę – najgorzej to jest kiedy jedziesz na rowerze, a ktoś ci spluwa pod koła) w dowolnym miejscu. Wymyslono taki sposób, aby za bardzo nie szokować zagranicznych gości: Każdy będzie mógł otrzymać woreczek foliowy do spluwania, splunąć a nastepnie oddać go wyznaczonej osobie, która ma to zbierać. Kolejna „zakałą” okazały się stare kwartąły Pekinu, zwane 'Hutongami" (są bardzo stare, nie maja żadnych udogodnień, charakteryzują się niesamowicie ciasnym zabudowaniem i poplataną strukturą). Połowa z nich została wyburzona, aby nie straszyć gości stolicy. Inny aspekt – taksówkarze. Mają się teraz nauczyć angielskiego, inaczej nie przedłuży im sie licencji. Niestety, nauczenie się angielskiego dla Chińczyka to sprawa trudna i całkiem możliwe, że niemożliwa dla taksówkarza. Pekin bez taksówek w czasie olimpiady? I jeszcze o angielskim, mają zostać zamienione wszystkie nieprawidłowe tłumaczenia i znaki (a jest ich większość) po angielsku. Na 10 dni przed rozpoczeciem olimpiady zostaną zatrzymane wszystkie fabryki wokół Pekinu. Wszystko będzie błyszczeć.

Ci, którzy pojadą – zobaczą ten Pekin, który by chcieli widzieć. Ja osobiście nie chciałabym tam być. Sport to tylko afery dopingowe, olimpiada to komercja, więc raczej sobie odpuszczę.

11:04, kriestik , Różne
Link Komentarze (1) »
Towards Beijing 2008.

Well, this event is going to happen pretty soon. Chinese are working harder and harder to make it better, nicer, more interesting etc. Some interesting sights. Foreigners are not used to local habits, and locals won’t resign from them. I’m thinking about spitting everywhere (the worst is when you ride your bike and somebody spits under it). And what? There’s a special person, who will be giving plastic bags for spitting and recollecting them again. Cool. Not such long time ago the old districts of Beijing, called “Hutong”, were demolished, cause they’re ugly. Great. The otehr aspect – language. Now, the taxi drivers are required to pass an English test to get the license (license is renewed annually). I just doubt if tit is possible, in China very few people can speak English. So, Beijing without taxi drivers during Olympics?  And they promise to change all misspelled, mistranslated signs in English. 10 days before the opening ceremony they’ll stop all the factories around. Brilliant! Beautiful and wonderful Beijing.

If you’ll come, you’ll see what you wanna see. I, personally, will be far away from that place during this time. Sport is commerce, Olympics are only affairs about taking drugs, nothing interesting.

środa, 11 kwietnia 2007
One day in China.

Morning.

I’m rushing to the class, getting up is not my strong point, so I usually come just in time. I make my way to classes by bike, it’s the best way to move around. And when I get out of my block of flats I can’t see my bike. I looked here and there, but no signs of it. And I though that the 2 locks were strong enough… My mood went down in a split second. Yeah, life. Anyway, there’s a saying “If in China your bike wasn’t stolen at least once, than it means that, you didn’t live there.” Simple, isn’t it?

Afternoon.

One of friends wanted to switch from glasses to contact lenses. This idea involved going to an optician and asking for help. Nothing extraordinary, moreover in China you can find at least one optician on every 3 rd street. We’ve chosen the nearest one. When the optician was trying to put the lens into the eye it dropped on the floor. Guy just picked it up and made next attempt to put it into the eye. No comments.

Evening.

Some of us decide to get a haircut. That’s each time something like a gambling. You win or you loose. I’ve won by being very careful about the orders given to the hairdresser. Other person wasn’t, he decide to dye his hair. It should’ve been almost white, the final result was golden color. Sometimes some experiments have really bad results.

 

*Anyway, that might have happened everywhere, but it happened in China. Stories are real.  

06:43, kriestik
Link Dodaj komentarz »
Dzień zwyczajny.

Poranek.

Wychodzę z domu, jak to zwykle bywa w dni powszednie spieszę się na zajęcia. Nie lubię wstawać z rana, więc zawsze staram się być równo na czas, przyjśc wcześniej o 15 min to nie dla mnie. Wszystko idzie dobrze, dopóki ze zdumieniem nie zauważam, że nie ma mojego roweru przed domem. Zastanawiam się, gdzie gfo stawiałam wczoraj. Wychodzi mi, że tam, gdzie go nie widzę. A kłódka i łańcuch, dodatkowa blokada wydawały się być wystarczająco mocne... Humor pospsuty do kwadratu, w końcu dwa kółka to najlepszy środek transportu. Tak, nie ma to jak Chiny! Kradzież roweru w tym kraju to rzecz codzienna. Istnieje powiedzenie wśród cudoziemców: „Jeśli chociaż raz nie ukradli ci roweru – nie mieszkałeś w Chianch”.

Południe.

Strzeliła komuś do głowy idea, aby zamiast okularów założyć szkła kontaktowe. To zapowiedziało wyprawę do optyki. Optyk w Chinach są niezliczone ilości, w zasadzie na co trzeciej ulicy przynajmniej jedna. Wybór pada na najbliższa, jak widać dana osoba alezy do leniwych. Wszystko idze dobrze, dopóki nie dochodizmy do przymiarki tych szkiełek. Pomaga optyk – szkło kontaktowe leci na podłogę. Zostaje podniesione i ten pan dalej próbuje je wepchnąć do oka. Bez komentarza.

Wieczór.

Kilku oosbom wpadła do głowy idea ostrzyc się. Mi wyszło całkiem dobrze, poprzez bardzo skrupulatne wydawanie polecen, kolega, który farbował włosy ma problem z kolorem. Wszystko technicznie prawidłowo, oprócz koloru. Miał być popielaty blond, wyszedł złocisty. Nic strasznego, ale zawsze to nieprzyjemnie. Cóż, nie zawsze eksperymenty w lokalnym zakładzie fryzjerskim bywają udane.

 

*Zastrzegam, że powyższe wydarzenia mogły wydarzyć się wszędzie. To, że zdarzyły akurat w czasoprzestrzeni Chin to już nie moja wina. Wszystkie powyżej podane wydarzenia są prawdziwe.

czwartek, 01 lutego 2007
Can a light bulb cost an evening of hassle?

Yes. Definitely. Especially if you have to deal with your landlord on the moment of leaving your rented for some time apartment By Chinese custom you have to pay deposits almost for everything (even for a key to the locker in the swimming pool). And what you always want to do is to get the deposit back, which might be the only thing you like about the deposits.

This time the landlady was supposed to kindly give the deposit back. Well, place seemed totally OK, but when she saw a dying light bulb she’s started “crying”. In the way like this “oh… this lamp is broken! Totally broken! I can’t do anything about it! Oh, Gods, I need to buy a new lamp!” And so on, so on, so on. After a little talk in which I stated that nobody is going to refund her the costs of lamp because of a dead light bulb, she called the company which made the contract. Well, she got same answer from them that this is not a reason to ask for money. After that a pile of lies like: “I have no idea about who’s lived here”, “I haven’t heard anything from you”. The only possible reaction for this was shouting, consequently I shouted at her. After a long while she had to agree.

Yes, the situation might have happened in any place of the world, but the landlady’s way of acting is very Chinese. They have a saying here about cheating: “the easiest people to cheat are relatives”. It starts with the family here. So many people say that here, in the country with eastern culture, you should be very polite and delicate in anything you try to do. From my own experience I can’t agree with that. Here, if you don’t know when to shut you get ripped off or simply don’t get anything. In spite that it was a very unpleasant evening, that was next deep insight into the Chinese culture.

P.S.

If in the end you really want to annoy the landlord – write the confirmation about getting the deposit back in as formal style as possible.

Ile kosztuje świetlówka?

No właśnie? Zwykła, prosta świetlówka. Odpowiedź: jeden wieczór kłótni z właścicielem mieszkania. A innymi słowami – załatwianie niektórych spraw w Chinach to coś z pogranicza przygody i horroru, gdzie smaku dodaje posługiwnaie się językiem obcym.

Proste oddanie mieszkania po zakończonym okresie wynajęcia. Nic więcej, należy jedynie odzyskać depozyt (to powszechny zwyczaj w Chinach, depozyty są za wszystko, nawet za kluczyk od szafki na basenie). Niby tak łatwo. Ale co się okazuje – nie do końca przepalona świetłówka – to powód, aby wykreślić parę cyferek z depozytu. Właścicielką jest typowa Chinka (urocze stowrzenie – to to samo, co typowa Chinka), twierdzi, że nie potrafi nic zrobić, a wymiana świetlówki to wymiana całej lampy (tzn. z obudową włącznie). Typowość tej Chinki to również chęć oszukiwania ludzi (zacytuję chińską sentencję „najłatwiej jest oszukiwać najbliższych”). Tak tez było i tym razem. Rozwiązanie jest bardoz proste. Po prostu zaczyna się krzyczeć na rozmówcę, najlepiej krótkimi zdaniami, nie unikając ostrych słów. Łącznie z tym, że należy się przygotować na taktykę ucieczki ze strony przeciwnika typu „nie wiem, nie potrafię”. Również dzwonienie do firmy, która załatwiała kontrakt nie ma najmniejszego sensu, ponieważ żadne wyjaśnienie nie trafi do właściciela mieszkania. I takie coś można wygrać. Tylko trzeba być bardzo konsekwentnym. Łącznie z tym, że potwierdzenie odbioru depozytu nalezy napisać w jak najbardziej formalny sposób.

Oczywiście, ta sytuacja mogłaby się zdarzyc w każdym kraju świata. Chcę powiedzieć, że totalną bzdura jest myslenie o Chinach w stylu „to kraj wschodni, tu się nie wyraża swoich opinii na głos, tu trzeba działac delikatnie”. Nie zawsze, nie wszędzie. Tak, Wschód – sprawa delikatna, ale czasami trzeba krzyczeć. Tak podpowiada mi doświadczenie zdobyte w Chinach.